Archive for Marzec, 2010
Star Wars: The Old Republic – zapowiedź
BioWare ma już swoje nowe dzieło. Jest nim Star Wars: The Old Republic. Zdania na temat nowej propozycji dla graczy są podzielone. Dla niektórych drażniącym mogą być małe odstępstwa, to znaczy, że gra nie do końca pokrywa się z filmami, które mogliśmy oglądać. Czy to faktycznie aż tak wielki minus?
Minusów w tej grze można znaleźć więcej, ale są one i tak niczym w porównaniu do plusów. Przede wszystkim świetne misje i rozgrywki, których do tej pory nie było. Każdy bohater ma również do swoje dyspozycji dość nietypowe umiejętności, którymi może zarządzać według własnego uznania. Dla każdego gracza dostępne będą również dwie zupełnie inne frakcje. Jedna to Republika Galaktyczna, czyli inaczej Stara Republika oraz Imperium Sithów – obie są rzeczywiście świetnie wykonane. Wspomnieć też należy bezwzględnie o kilku planetach, o których oficjalnie w mediach wypowiadali się reprezentanci BioWare, a należą do nich między innymi: Balmorra, Alderaan, Tatooine, Dromud Kass, Taris, Belsavis, Tython, Korriban i Hutta.
Podstawową bronią po którą możemy sięgać w Star Wars: The Old Republic są oczywiście balastery, ale i po rakietę sięgnąć także możemy. Mówi się o tym, że rakiety najlepiej użyć wtedy, kiedy chcemy osiągnąć większą moc, tzn. we wsparciu dla balasterów. Łowca nagród ma do swojej dyspozycji jeszcze miotacz płomieni, będący w akcji rzeczywiście bardzo widowiskowy.
Ciekawostką jest umieszczenie radaru w prawym dolnym rogu naszego menu gry. Lokalizuje on naszych przeciwników, a więc mamy trochę więcej czasu na ułożenie sensownej strategii. Radar również daje nam informacje na temat tego, jakie czekają nas w najbliższej przyszłości.
W tej kolejnej już odsłonie Star Wars jako gracze będziemy bardziej świadomi tego, jaki poziom mocy i energii mają nasi bohaterowie. To naturalnie tylko kilka z plusów, które Państwu zaprezentowałam. Gra Star Wars: The Old Republic niewątpliwie warta jest wypróbowania swoich sił, a czas, który na nią przeznaczymy z pewnością nie będzie czasem straconym.
Gwiezdne wojny: Wojny klonów – recenzja serialu
Nie dawno pojawiła się kontynuacja świetnego serialu animowanego Gwiezdne wojny: Wojny klonów. Druga i zdecydowanie lepsza część kręcona była w Stanach Zjednoczonych i w Singapurze po części. Do tej pory wyprodukowano 44 odcinki, ale do tej pory wyemitowano dopiero 22. W zasadzie można powiedzieć, że to za każdym razem około 23 minuty bardzo dobrego kina.
Wśród wielu z nas chyba nie brakuje wielbicieli Gwiezdnej Sagi. Istotnie więc ten serial na rynkach zachodnich robi bardzo dużą karierę. W sumie trudno się temu dziwić, ponieważ gwiezdne rozgrywki i bardzo ciekawe misje wręcz przyprawiać nas mogą o zawrót głowy.
Serial rysunkowy Wojny klonów w Polsce po raz pierwszy został wyemitowany 4 stycznia 2009 w TVP1. Mnóstwo fanów, przejętych do bólu zatrzymując co chwila oddech obejrzało wtedy pierwszy odcinek. Reakcje po tym były w zasadzie tylko i wyłącznie entuzjastyczne. Być może to zasługa świetnej fabuły, która odważnie przez twórców została nieco zmieniona. Naturalnie znaleźli się także i przeciwnicy tego, ale należą oni do bardzo wąskiej ortodoksyjnej grupy fanów.
Wojny klonów to wielki konflikt na ogromną bo aż galaktyczną skalę. Rycerze Jedi contra Hrabia Dooku to kluczowa rozgrywka rozpisana na wiele odcinków. Utworzona zostaje nowa Republika w celu wyeliminowania zagrożenia. Nie zabraknie w tym serialu oczywiście Anakina Skywalkera, Obi-Wana, Yody czy Mace Windu oraz wielu innych ciekawych postaci, dla których warto zasiąść na kilka minut przed ekranem telewizora bądź komputera.
W polskich odcinkach nie zabraknie oczywiście dobrego dubbingu. Wszystko jest genialnie do siebie dobrane, aby razem tworzyło harmonijną całość. Obecnie oglądać Star Wars: The Clone Wars można na Cartoon Network Polska. Niniejszy serial nie jest sam w sobie odkrywczy, ponieważ nie dowiadujemy się niczego o naszych ulubionych bohaterach. Ostatecznie możemy traktować go jako uzupełnienie Gwiezdnej Sagi, ale za to bardzo dobrze wykonane i oczywiście miłe w oglądaniu.
Star Wars: The Force Unleashed – recenzja
Star Wars: The Force Unleashed to dzieło LucasArts z przeznaczeniem na kilka konsoli. Każda z nich różni się, ale raczej detalami technicznymi ze względów raczej oczywistych. W Gwiezdne Wojny: Moc Wyzwoloną możemy grać na konsoli, telefonie komórkowym, a także na komputerze, czyli dość normalnie.
Galen Marek to nasz główny bohater, który jest jednocześnie tajnym uczniem Dartha Vadera. Skrywa się on także pod ciekawym pseudonimem – Starkiller. Jego celem jest dojście do władzy, ale aby po nią mógł sięgnąć musi pokonać Mistrzów Jedi, ukrywających się. Nie jest to łatwe zadanie do wykonania, ale możliwe i właśnie to powinno być motorem napędowym każdego nowego gracza, który łatwo się poddaje.
W pewnym momencie Starkiller staje na przełomie i musi wybierać czy będzie posłuszny nadal Vaderowi czy też nie. Naszego bohatera czeka też inne trudne zadanie, jakim jest dotarcie do Gwiazdy Śmierci.
Star Wars: The Force Unleashed była już poprawiana przez twórców, ale chyba nie do końca im się to udało. Gra może nas w jakiś sposób zachwycać, ale niestety są to na ogół nagłe ukłucia serca pozytywną energią, która nie rozpali w nas żadnego uczucia, a jedynie może nas przyprawić o atak serca, ale w zasadzie chyba i na to jej nie stać.
Osobiście polecam sterowanie padem, ponieważ jest łatwiejsze, ale ostatecznie sterowanie klawiaturą też się sprawdzi, tyle tylko, że będziemy się musieli trochę wprawić. Na koniec warto wspomnieć trochę o grafice, która niestety też nie jest na najwyższym poziomie.
Podsumowując, Star Wars: The Force Unleashed niestety nie wpisuje się w rząd gier najlepszych, ale ma co najmniej kilka świetnych plusów. Może stanowić chociażby lekarstwo na nudę w długie zimowe wieczory lub umilić nam czas oczekiwania na autobus czy pociąg. Z przykrością jednak stwierdzam, że nie jest nas w stanie niczym zadziwić. Zagorzali fani Gwiezdnej Sagi na pewno sięgną po tą pozycję i raczej z sentymentu stwierdzą, że nie jest najgorsza. Gracze, którzy nie są wielbicielami wystawią opinię pewnie mniej pochlebną.
Knights of the Old Republic II: The Sith Lords – recenzja
Pośród komputerowych gier fabularnych, które miałam okazję w swoim niedługim życiu wypróbować znalazła się istna perełka. Mowa naturalnie o Knights of the Old Republic II: The Sith Lords. Ta gra jest dla mnie ciekawa nie tylko dlatego, że z Gwiezdnymi Wojnami wiąże się całe moje dzieciństwo, ale również i z powodu swoich rzeczywistych i niepodważalnych atutów.
Tak, Obsidian Entertainment i tym razem postarało się i wyprodukowało świetną grę. Prawda mówi sama za siebie, ponieważ Knights of the Old Republic bardzo szybko doczekała się swojej drugiej części, będącej jednocześnie kontynuacją pierwszej. Wygnana Jedi to właśnie ta postać w którą się wcielamy. Należy wiedzieć, że tutaj o kobiecie-rycerz, która została wykluczona z Zakonu za pewne przewinienie, ale powraca po to, aby odpowiedzieć przed Wielką Radą za swoje postępowanie. Miecz świetlny należy do jej znaków charakterystycznych oraz Mroczny Jastrząb, czyli pojazd. Co prawda, z góry wiadomo, że Wygnana jest płci żeńskiej, ale gracz może to zmienić.
W czasie gry mamy dwie możliwości – albo opowiemy się za Jasną Stroną albo za Ciemną Stroną Mocy. To z kolei pociąga za sobą różne klasy prestiżowe, a to znaczy, że można się stać Mistrzem Jedi lub zwykłym niszczycielem. Wybór należy więc do każdego z osobna. To dobrze świadczy i o samych twórcach, zakładających, że każdy z graczy jest bardzo indywidualną jednostką i chce mieć prawo wyboru.
Druga część w porównaniu do poprzedniej daje nam więcej możliwości w korzystaniu z naszych nadprzyrodzonych zdolności, chociaż niejako wchodząć w Knights of the Old Republic II: The Sith Lords musimy się odłączyć i rozpocząć naukę od początku. W ostatecznym rozrachunku wychodzi to jednak na plus.
Część The Sith Lords określana jest często mianem “mroczna”. Coś w tym rzeczywiście jest, chociaż nie do końca. Mówimy tutaj o subiektywnych odczuciach, ponieważ nie da się rozmawiać o takiej grze zupełnie odcinając się od niej emocjonalnie. Na końcu dodam jeszcze ocenę bardzo dobrą, aby wszystko było jak należy!
Krótka recenzja filmów Star Wars
Gwiezdne Wojny stały się już pewnego rodzaju legendą. Od jakiegoś czasu w naszym kraju zaczęły się kształtować nawet wielkie kluby fanów, którzy wciąż przenoszą się do świata swoich bohaterów. Gwiezdne Wojny: Część VI – Powrót Jedi jest – co prawda – ostatnią, ale jednocześnie powstałą od części wcześniejszych. To paradoks oczywiście, ale nie to jest przecież najważniejsze.
Twórcy nosili się z pomysłem nakręcenia adaptacji książki Alana Deana Fostera już w latach 70. i na szczęście bardzo szybko udało im się zrealizować plan. W zasadzie od razu mieliśmy do czynienia z absolutnym hitem. Istnieje również podział na starą trylogię obejmującą części IV, V i VI i nową trylogię obejmującą części I, II i III. Powrót Jedi należy więc do starej trylogii uważanej zresztą za lepszą.
Zarys fabuły tej części jest dość prosty. Istotnym jest fakt, że kończy się właśnie budowa Gwiazdy Śmierci, nie pierwszej, ale już drugiej. Ta, z kolei oznacza śmierć dla Rebeliantów. Imperium znowu zaczyna poważnie rosnąć w siłę. Innymi ważnymi wątkami jest też uwolnienie Hana Solo z rąk Jabby Hutta oraz spotkanie Luke’a z własnym ojcem, Lordem Vaderem.
Koniec jest oczywiście dość przewidywalny. Nie chcę stwierdzić, że film jest tendencyjny, ale chyba rzeczywiście coś w tym jest. Ostatecznie Gwiazda Śmierci zostaje zniszczona i w zasadzie wszystko kończy się dobrze.
Finałowa bitwa kosmiczna obecnie uważana jest za jedną z najlepszych w całej Gwiezdnej Sadze. Film ten zdobył w efekcie nawet Oscara za naprawdę dobre efekty specjalne. Reżyser Richard Marquand świetnie rzeczywiście dobierał wszelkie środki i został za to doceniony przez wielu fanów, ale i krytyków.
Wspomnieć również trzeba o fantastycznej obsadzie aktorskiej. Mark Hamill wcielił się w Luke Skywalker’a, Harrison Ford w Hana Solo, Carrie Fisher w księżniczkę Leia Organa i wielu, wielu innych.
Gwiezdne Wojny: Część VI – Powrót Jedi to film o niewątpliwie wspaniałych walorach artystycznych. Kostiumy, montaż, dźwięk i sporo innych aspektów zbudowały integralną całość, którą polecić innym można, a nawet trzeba.